znów zgubiłam się w Warszawie!

znów zgubiłam się w Warszawie!

Hej! Powoli dochodzę do siebie po egzaminach do Akademii Teatralnej, powoli wracam do życia towarzyskiego i powoli nabieram wiatru w żagle, żeby wrócić tam za rok i zostać na kolejne 5 lat. Ogólnie mówiąc to znów pracuję, znów chodzę na siłownię i na spacery z Tosią, znów wychodzę na piwo ze znajomymi i czytam Mroza. A dziś opowiem Wam o tym, jak znów Warszawa dała mi do zrozumienia, że mnie nie lubi. Mimo, że tyle razy już ją odwiedzałam i myślałam, że powoli się zaprzyjaźniamy - nic bardziej mylnego.

VIII spotkanie OFC Filipa Bobka.

Zapisy ruszyły gdzieś w maju, ale ja byłam totalnie zakręcona na punkcie egzaminów i gdyby nie Zielińska pewnie nawet nie wysłałabym zgłoszenia. Nie chciałam jechać. Mając w pamięci średnio udane marcowe spotkanie oraz to, że nie wszystkie osoby z OFC są mi przychylne. Nie miałam ochoty ani na głupie komentarze, ani na krzywe spojrzenia. I w tym przeświadczeniu trwałam bardzo długo, a gdy oblałam egzamin - tym bardziej nie chciałam jechać. Zielińska natomiast uparcie walczyła, żeby mnie przekonać, wysyłała zdjęcia, prosiła, błagała, marudziła. I w sumie jedynym powodem dla którego się zgodziłam było to, żeby wreszcie Zielińską poznać, bo od pół roku piszemy ze sobą non stop, dzwonimy, gadamy na Skypie czy Snapie i nadeszła pora na spotkanie na żywo. Bilety kupiłam wprawdzie dopiero 2 dni przed spotkaniem, ale klamka zapadła - jadę. Ja byłam załamana, a Zielińska podjarana na maksa.

1 lipca 2017

O 8.23 wsiadłam do pociągu i znów udało mi się jechać nowoczesnym IC, mimo, że bilet  kupiłam oczywiście na TLK. Lubię takie niespodzianki od PKP! Całą podróż przegadałam z przemiłym Panem Jerzym na temat II WŚ oraz czasów PRL, więc ani się obejrzałam, a już wysiadałam na Centralnym. I tu zaczyna się zabawa, bo miałam jakieś 9 minut, żeby przesiąść się na autobus. Problematyczne okazało się oczywiście znalezienie konkretnego stanowiska, więc autobus odjechał, a ja zostałam bez żadnego pomysłu na dalszą podróż. Pomógł mi przemiły pan ochroniarz w którymś przejściu podziemnym i zapakował mnie w tramwaj na Dworzec Wschodni. Tam podobno miałam się przesiąść na jakiś autobus (który notabene też mi uciekł), a nawigacja pokazała mi ok 23 minuty do miejsca docelowego. Ja miałam 20 minut do rozpoczęcia spotkania. I tym oto sposobem zyskałam kolejne cenne doświadczenie - converse i spódniczka to nie jest najlepszy strój do biegania. Biegałam, błądziłam, nawigacja szalała razem ze mną, kilka razy przebiegłam na czerwonym, w pewnym momencie miałam łzy w oczach, bo cholernie mnie buty obtarły. Dobiegłam jednak przed czasem i miałam jeszcze chwilę, żeby poczekać na Olkę, bo Ona też jak zwykle była spóźniona.

Samo spotkanie... było extra. Totalnie nie miało nic wspólnego z tym marcowym - było miliard razy lepsze. Dawno się tak fajnie nie bawiłam i wiem, że wiele bym straciła, gdybym nie pojechała. Filip jak zwykle - przesympatyczny i przezabawny, udało się zyskać kolejne do kolekcji autografy i dziesiątki zajebistych selfie.

A po spotkaniu? Pociąg miałam dopiero po 21, więc pierwszy raz postanowiłam pójść na "pospotkaniowy" obiad z dziewczynami. To był strzał w 10! Było mi trochę smutno, że Zielińska musiała wracać do domu, ale poznałam mnóstwo świetnych osób, z którymi fajnie spędziłam czas, pogadałam i pośmiałam się. Dzięki temu całkowicie inaczej postrzegam FunClub i na pewno nie będę miała wątpliwości przed następnym zlotem. Po obiedzie (w mojej ukochanej restauracji ze świecącą eMką) zaliczyłyśmy szybkie zakupy w Złotych Tarasach, Berry Tea w Starbucksie i posiedziałyśmy chwilę pod PKiNem na ploteczkach. Podróż powrotna do domu nie należała do najprzyjemniejszych, bo czego się spodziewać po zatłoczonym TLK, ale mimo wszystko i tak było warto!

A teraz podziękowania:
- Zielińskiej - bo uparła się, żebym przyjechała i dzielnie gadała ze mną 3 godziny przez telefon, gdy wracałam do domu, za selfie, snapy i vlogi, za wsparcie i WSZYSTKO;
- Renacie - za to, że bardzo dużo mi uświadomiła i dała kopa do działania, oraz za to, że bardzo mocno mnie wspiera;
- Michalinie - za dotrzymanie towarzystwa i długie rozmowy o życiu;
- Domci - bo perfekcyjnie wszystko zorganizowała, szacun!;
- Marcie - za kolejne extra (choć krótkie!) spotkanie

Oczywiście całej reszcie też dziękuję, za każde selfie, uśmiech i dobre słowo, niestety nie pamiętam Waszych wszystkich imion XD.

"...ten egzamin to sprawdzian dla mnie..."

"...ten egzamin to sprawdzian dla mnie..."

Cześć!

Też macie wrażenie, że pajęczyna trochę przyozdobiła tego bloga? Cóż, moją "chwilową" nieobecność mogę wytłumaczyć jedynie tym, że z zaangażowaniem przygotowywałam się do egzaminów do Akademii Teatralnej. I o tym głównie dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć. Jak to jest stanąć oko w oko z Dziekanem Wydziału Aktorskiego AT? Jak poradzić sobie ze stresem? Jak przełknąć to, że od paru chwil zależy całe życie?

Chwila zwątpienia?

Chwila zwątpienia?

Ostatnie trzy miesiące karmiłam Was moimi marzeniami, moją radością, szczęściem i morzem endorfin, które rozpierały mnie na myśl o tym, co mnie czeka. Myśląc o moim przyszłym życiu, które zaplanowałam sobie idealnie, unosiłam się dosłownie 3 metry nad ziemią. Ba, może nawet nad niebem. Wszystko szło zgodnie z planem, dwa serialowe debiuty, zajęcia teatralne, nauka tekstów, przygotowywanie się, w międzyczasie wypady do różnej maści teatrów, podpatrywanie aktorów na scenie, wykonywanie czasem głupich ćwiczeń, wszystko po to, żeby spełniać marzenia.
Co chciałabym osiągnąć w życiu?

Co chciałabym osiągnąć w życiu?

O co tak naprawdę mi chodzi? 
   Myślałam, że obejdzie się bez tego wpisu, że nigdy nie będę się musiała nikomu tłumaczyć i spowiadać, ale niestety, część z Was mnie do tego zmusiła. Dostałam ostatnio kilka przykrych wiadomości  związanych z blogiem, z moimi marzeniami i tym co robię. Ogólnie to spoko, nie każdemu musi się podobać to o czym piszę, nikogo nie zmuszam do czytania moich wpisów, mamy wolny kraj i wolność słowa, więc nie mam prawa na nikogo się obrażać, bo "cośtam". 
   Chcę jedynie sprostować kilka faktów już na początku, bo są osoby, które opacznie interpretują to co zdarza mi się tutaj pisać. 
Kaja spełnia (nie tylko swoje) marzenia.

Kaja spełnia (nie tylko swoje) marzenia.

Kochani, zdaję sobie sprawę, że długo mnie tutaj nie było, ale nie chciałam pisać nic na siłę, bo nie taka jest geneza tego bloga.
Część z Was już wie w czwartek znów pojechałam do Wrocławia i przeżyłam kolejną aktorską przygodę, byłam tam aż dwa dni i muszę stwierdzić, że dawno tak dobrze się nie bawiłam. O dziwo, nie jechałam sama, bo towarzyszyła mi Hania, którą poznałam na studiach i w sumie przypadkiem, kilka dni przed wyjazdem dowiedziałam się, że Hanka marzy o wycieczce do Wro. Decyzja była dość szybka - Hanka jedzie ze mną i jeśli się uda jedziemy razem na nagrania do... Pierwszej Miłości. Tak! Trafiło mi się to jak ślepej kurze ziarno, wiem.
Marzenie nr #4 100%!

Marzenie nr #4 100%!

Tak, udało się!
Kochani, kurde, udało mi się spełnić kolejne marzenie! Jestem tak szczęśliwa, że ciężko mi pisać, bo z emocji aż trzęsą mi się ręce. To jest niesamowite, jak niewiele trzeba człowiekowi do szczęścia. Znów czuję, że nabieram wiatr w żagle, że to jest mój czas. Samoocena? Wzrosła o 100%. Kompleksy? Poszły w odstawkę. Co najważniejsze... Znów czuję się dumna. Jestem dumna z samej siebie. 
Jak już wiecie, tydzień temu byłam we Wrocławiu na castingu do Agencji Aktorskiej, nagrałam portfolio i prezentację, miałam sesję zdjęciową i zostałam zapisana do bazy aktorskiej. Nie łudziłam się jednak, że coś z tego będzie, bo wiadomo - w tej bazie są tłumy ludzi. Młodzi i starzy, czarni i biali, dziewczyny, chłopaki, brunetki, blondynki, do wyboru do koloru. Znajdziesz każdego. 
Siedziałam sobie w środę w domu, bo miałam wolne i uczyłam się do sesji (studia to złoooo!), nagle dzwoni telefon. Agencja. Odbieram i okazuje się, że wybrali mnie do kilku scen w serialu, serial kryminalny, zdjęcia we Wrocławiu i mam być w piątek o 11. Szybka kalkulacja, ogarnięcie - uff, w piątek mam wolne. Oddzwaniam, potwierdzam obecność, czekam na szczegóły. Plan ma potrwać +/- do 13.30/  Rezerwuję w międzyczasie bilety na Polskiego Busa, wyjazd o 7.00, przyjazd o 9.20. 
Marzenie nr 4 20% loading... #Wroclove

Marzenie nr 4 20% loading... #Wroclove

Dziś powinno być marzenie nr #4, ale niestety rozczaruję Cię.
Pokażę Ci za to jeden z wielu kroków, które muszę zrobić, żeby spełnić kolejne największe marzenie. Mówię "największe", a przecież największe było to z Filipem, nie? No ale skoro już je spełniłam.. To drugie automatycznie awansowało na pierwsze. Szach mat!
O dostaniu się do szkoły filmowej marzyłam od zawsze, ale z jakiś dziwnych powodów poszłam do szkoły policyjnej. Czyj to był wymysł - nie wiem. Ale odkąd mam odwagę spełniać marzenia zmieniam swoje życie o 180 stopni. Zaczęłam od zmiany pracy - zwolnienie z maka to nie była łatwa decyzja, ale o tym opowiem innym razem. Dziś czas na szkołę. 
Marzenie nr 2 - Zenek

Marzenie nr 2 - Zenek

Z Zenkiem to było tak, że gdzieś kiedyś usłyszałam "oczy zielone" i strasznie mi się ta piosenka spodobała. Zdaje mi się, że była to moja studniówka, ale ręki sobie nie utnę. Chodziłam, nuciłam, wreszcie znalazłam inne piosenki Akcentu, które również mi się spodobały. Sam Zenek też jest niczego sobie, po jego wywiadach i teledyskach widać jak bardzo jest skromną i pozytywną osobą. W taki sposób zaczęłam być jego fanką. Teksty piosenek znałam na pamięć, żadna impreza nie mogła się odbyć bez Oczu Zielonych czy Przekornego Losu. Moi znajomi nie brali tego na poważnie, gdy mówiłam, że Zenek to mój idol, każdy tylko się uśmiechał pod nosem. Czułam, że nikt nie traktuje mnie poważnie.
Marzenie nr 1 - tatuaż

Marzenie nr 1 - tatuaż


Od zawsze fascynowały mnie tatuaże, gdy tylko zobaczyłam jakąś osobę bardziej lub mniej kolorową, oczy miałam wielkie jak 5 złoty. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło, bo w mojej rodzinie nie ma nikogo, kto byłby wydziarany. Pomysł o zrobieniu dziary wpadł mi do głowy jakoś w wieku 16 lat, wtedy zaplanowałam sobie wzór, miejsce i chciałam "przeczekać" go jakiś czas czy nie zmienię zdania. Do osiemnastki zdania nie zmieniłam, zebrałam potrzebne fundusze i poinformowałam rodzinę o mojej decyzji. I wtedy się zaczęło. Kłótnie, awantury, prośby, groźby, płacz, latające talerze i tak dalej. Ja pozostałam nieugięta, bo tak już mam, że jak na coś się uprę to po trupach do celu. Trwało to mniej więcej od maja do października, bo w październiku już nie wytrzymałam i umówiłam sobie termin. Tata gdy się dowiedział, że klamka zapadła zmienił zdanie i zaczął mnie wspierać, ba! nawet chciał się dorzucić. Z mamą... no było gorzej.
Kajucha o sobie

Kajucha o sobie

Cześć! 💗
Jeśli jakimś cudem tu trafiłeś, to mam nadzieję, że nie będzie to zmarnowany czas. Zrobię wszystko co w mojej mocy, abyś tu wrócił.
Na początek chyba powinnam powiedzieć coś o sobie, hmm.
Imię: Kaja
Wiek: 19 lat
Numer buta:... dobra, koniec wygłupów.
Copyright © 2014 Kaja spełnia marzenia , Blogger